Słowacja
Dla dzieci i młodzieży
Pielgrzymki
Ubezpieczenia
Bilety
Opawy Extreme

oferta na lato

oferta na zimę

 

10 LAT WSPÓLNEJ GÓRSKIEJ PRZYGODY – MINĘŁO!!!

Drodzy „Górale”
Sylwester LegutMinęło już 10 lat od naszych wspólnych wypraw górskich. Dziękuję Wam bardzo za wiele sukcesów, jakie towarzyszyły nam na szlakach Dolomitów i Alp. Wiele programów o inspirujących tytułach realizowanych wspólnie przez lata, przygotowywały nas do coraz większych wyzwań - długich i męczących przejść z dolin na przełęcze, z przełączek na szczyty. Z roku na rok realizowaliśmy trudniejsze technicznie eksploracje, zabawy na toczących się piargach, „rozmowy z kamieniem”, gdzieś między ekspozycją, skałą i metalową liną mitycznych dróg z żelaza. Kiedy sam pokonuję wierzchołki trudnych Alpejskich szczytów, to w krótkiej refleksji myślę, że chodzi tutaj o epizod ujęty w słowach - „siła razy trud - zaliczony”. Natomiast z Wami udane długie tygodnie, miesiące i lata stają się - sukcesem. Poderwanie Was do codziennego trudu i „rozpędzanie” Waszych mięśni porannym okrzykiem – Hej Górale !!! - od 10 lat jest integralnym składnikiem tej historii, tych sukcesów, tego zaufania i miłości do natury, która jest jednym z dowodów na istnienie Boga. W pamięci mojej na zawsze pozostanie realizowany w 2008 roku „Zmierzch na płonących szczytach”. Zdobycie z grupą 30 osób szczytu Monte Antelao, nigdy wcześniej w tak licznej grupie amatorów nie miało miejsca. Nawet, jeśli nie jest to Mont Blanc, czy Maternhorn, to niech drżą przed „Królem Dolomitów” niedoświadczeni zapaleńcy. Na pewno kiedyś program ten wróci do edycji ofert górskich, lecz dziś niech pozostanie w sekrecie moich przemyśleń...

W mijającym 2009 roku zrealizowane zostały dwa nowe programy. „Pod napięciem” i „Piękne są chwile” pozostaną z nami na przyszłe lata. Premiery te również utrwaliły pewne epizody w mojej pamięci. Podczas rozkręcającej się burzy na ferracie Stevia udowodniliście swoją sprawność i trzeźwość umysłu. Praktycznie w mgnieniu oka pokonaliście najtrudniejszy odcinek ferraty. Dziękuję Wam za tygrysi spryt i roztropność w obliczu zagrożenia, widziałem jak zamarły w Waszych dłoniach aparaty fotograficzne i jedynym celem była szybka ewakuacja. Dziękuję bardzo za bezszelestne zejście ze szczytu Colac. Ciężkie chmury idąc w naszym kierunku zmuszały nas do pośpiechu - zawsze wzbudzają we mnie wielki niepokój, a jednak? Nawet nie zauważyłem momentu, w którym sam zostałem na szczycie. Och, jak przyjemnie wspominać te chwile, popijając w schronisku grappę.
Dziękuję bardzo premierowej grupie „Piękne są chwile”. Chwile w czterech porach roku. Jestem dumny z zachwytu przewodników, którzy każdego dnia podkreślali Waszą siłę, pasję i odporność na wszelką pogodę. „... Coś takiego z grupą Włochów byłoby niemożliwe”- powtarzali wielokrotnie. Wasz zachwyt na szlaku pokrytym 10 centymetrową warstwą świeżego śniegu, Wasz spokój przy jeziorach Colbricon w strugach deszczu, to także piękne chwile. Wzruszyła mnie Wasza radość na szlaku Via del Bus w kanionie Gares i ta chęć pozostania w bacówce u podstawy wodospadu. Dziękuję grupie „terminalnej”, za serdeczny uśmiech i umiejętność korzystania z piękna otaczającej natury. Dziękuję całej grupie za książkę i oryginalną dedykację - „Całe życie z wariatami! A zwłaszcza przez ostatnie 10 lat. Dziękujemy za kolejne piękne chwile”.

„Pod Napięciem” - tytuł informuje, że każdy dzień trzyma w napięciu, a że jest to program ferrat, to kojarzy się także z siecią wysokiego napięcia... Propozycja dla pragnących poznać czar i magię żelaznych dróg, które zmieniają zupełnie perspektywę i punkt obserwacji gór. Powtarzające się Wasze pytanie: „...a jeśli nie miałem wcześniej nic wspólnego z ferratami, to czy dam sobie radę?” Jeżeli nie paraliżuje Cię strach przed ekspozycją i pionem ściany, to dasz sobie radę, a umiarkowany strach jest jak najbardziej pozytywną cechą roztropności i koncentracji. Kolejność postępujących dni uczy od podstaw zasad wspinaczki, elementów bezpieczeństwa, oraz obycia ze sprzętem zabezpieczającym. Z analizy realizowanego programu z pełną świadomością oceniam tę propozycję jako bardzo edukacyjną. Zaledwie po paru dniach wspinaczki zmienia się wiele. Krok staje się oszczędny i o wiele krótszy, a za tym idące poczucie równowagi. Nie ramiona nas wyciągają, lecz wypychają do góry nogi, to one są najmocniejszym elementem motorycznym. Oczy zauważają umięśnione i szorstkie występy skalne, którym ufają nasze stopy. A błędnik? Nie bez powodu tak się zwie, ale i on z czasem „zamiera ze strachu” i nie daje o sobie znać. Program ten jest krokiem do przodu, dającym rozwój techniczny i możliwość zdobywania szczytów, gdzie poznane zasady, są codziennością.

„Piękne są chwile” - biorąc pod uwagę piękną sentencję - „każdy ma swój Everest” , to program ten swą zapowiedzią przypomina o szczęściu, jakie dają nam chwile w górach. I nie koniecznie na iglicach trudno dostępnych szczytów, czy przewieszonych nad głowami skał. Każdy dzień pozwala poznać dziką i milczącą naturę najbardziej oddalonych na południe Dolomitów - Pale di San Martino. Otoczona koroną ostrych jak pale szczytów, wysoko położona półka – Piano Alto, to pustynia skalna, jedyna w swoim pięknie. Prawie codziennie odcinkami szlaków zabezpieczonych w metalowe poręczówki wznosimy się i opadamy w niewypowiedzianym pięknie kontrastów. Poznajemy sekrety tajemniczej przestrzeni lodowca, który tonie w lustrze szmaragdowego jeziora. Delektujemy się czarem wąwozów i szczelin, gdzie wybijają źródła krystalicznej wody. Kierunek bystrego potoku w kanionie Gares wytycza nam szlak niezapomnianych emocji zakończonych bryzą 80 metrowego wodospadu. Doliny Gares, Venegiotta i Canali, koją magią barwnej flory i zapachem górskich bacówek. Wdzięczny i dźwięczny jest szczyt Mulaz. Jego wierzchołek zwieńczony mosiężnym dzwonkiem podkreśla tą piękną chwilę widoku na całe Dolomity. Bim-bom, jak słodkie było brzmienie tryumfu i cudowne na Waszych ustach okrzyki - „Piękne są chwile”!!! Program ten dedykowany jest dla wszystkich miłośników gór, fotografii i pleneru. Jednakże dla realizacji całości opisanych w nim szlaków wymagane jest przygotowanie kondycyjne. Odporność na całodzienny marsz z opisanymi w programie przewyższeniami. Zdarza się, że ktoś nie radzi sobie z realizacją założeń programowych i dlatego zawsze jest jakaś alternatywa na miejscu, która pozwoli korzystać z tego miejsca i czuć się szczęśliwym, bo przecież – piękne są chwile.

W poprzednim opisie na www.opawy.pl przedstawiającym dział – extreme. Wypowiedź moja kończyła się słowami: „...Zapewniam, że na tym moje marzenia nie kończą się. Będziemy jeszcze dalej i wyżej, aż na „Ołtarze alpejskich lodowców”. Każdego roku Jacek przypominał mi: „Sylwek, a kiedy będą te ołtarze”? Ha i słowo się rzekło. To nowość na rok 2010 – dalej, wyżej i tam gdzie Was jeszcze nie było.
Początkiem września wbijałem ostre zęby raków w lodową kopułę pokrywającą grzbiet szczytu Cevedale.
Całodzienny trud przejścia od schroniska Citta di Milano na połyskujący w słońcu lodowy ołtarz uświadomił mi, że właśnie to miejsce będzie spełnieniem przygody na biało – złotych szlakach Ortles – Cevedale i Similaun.

„Ołtarze alpejskich Lodowców” - dolina Soldy, to ostatni zielony bastion zamykający się na przyczółku największej platformy lodowców południowego Tyrolu. Każdego dnia podchodząc do góry morenowymi szlakami obcować będziemy z geologiczną historią lodowych fenomenów. Podczas podróży po antycznym świecie basenu śródziemnomorskiego, zawsze wzbudzały we mnie zachwyt ołtarze świątyń. Białe, marmurowe, zimne i milczące, a jednak misterne i często kryjące relikwie świętej ofiary. Punkt centralny dokonujących się procesów i układających się elementów wiary na orbicie życia wiecznego. Ta siła przekonuje mnie, że alpejskie lodowce, to olbrzymia potęga hydrograficzna Europy dająca życie całej bioróżnorodnej naturze. Absurdalna wojna zabiła w tej części Alp 60.000 istnień ludzkich, gdzie na odcinku 100 kilometrów pasa granicznego gór Ortles-Cevedale, ból i cierpienie przykryły milczeniem lodowe ołtarze.
W realizacji tego programu dochodzą nowe elementy techniczne – poruszanie się na lodowcu w rakach. Oczywiście, to nie jest nic trudnego. Należy jednak mieć na uwadze poruszanie się na wysokościach ograniczających w jakimś procencie ilość tlenu w powietrzu. Przewyższenia na szlaku przekraczają każdego dnia 1.000 metrów. Ferrata technicznie łatwa, lecz na wysokości powyżej 3.000 m n.p.m. także staje się drogą trudniejszą. Program ten wymaga dobrego przygotowania kondycyjnego, odporności na całodzienny marsz, ekspozycję i umiejętności poruszania się na ferratach. Nie ma w tym programie przewidywanych szlaków alternatywnych.

Jak w poprzedniej wypowiedzi i tym razem zapewniam, że na tym marzenia moje się nie kończą. Będziemy jeszcze dalej, lecz czy wyżej? Nie wiem. Natomiast z pewnością tam, „Gdzie kończy się morze”.

 Sylwester Legut

 

galeria zdjęć